Skasowałam poprzednie posty. Mój problem tkwi w braku umiejętności przelewania myśli na "papier". I takie tam, bla, bla, bla...
Zimno, mokro, ponuro i ogólnie paranoja. Mój nastrój adekwatny jak zwykle do pogody, toteż zmienia się z dnia na dzień, z godziny na godzinę. Ujmując sprawę prosto jest fatalnie. Moja głowa daje mi popalić od rana, boli niemiłosiernie. Nie mam na nic ochoty, a czeka mnie sporo ... Coraz później się robi, coraz większe napięcie, coraz większe poczucie winy. No tak to się od dawna nie czułam. Totalna beznadzieja, pustka, brak sensu.
Przepadłam już dzisiaj. Nie uczynię nic pozytywnego.....
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz